Sponsorzy Tytularni:
Aluron CMC Warta Zawiercie

Ze Skrą jak zwykle tie-break, ale wygrany!

17 gru 2022 | 00:00

Po bardzo wyrównanym i emocjonującym starciu Aluron CMC Warta Zawiercie pokonała w Bełchatowie PGE Skrę 3:2. Był to już siódmy z ostatnich ośmiu meczów z tym rywalem, który zakończył się tie-breakiem.

 

Spotkanie rozpoczęło się od dobrej gry w ofensywie z obu stron. Wysoka skuteczność w ataku każdego z zespołów i brak punktowych bloków sprawiła, że w pierwszej połowie seta gra toczyła się punkt za punkty. Dopiero Bartosz Kwolek został zatrzymany i to od razu dwukrotnie, a to sprawiło, że PGE Skra odskoczyła na 14:12. Nasz przyjmujący szybko się zrehabilitował i zaserwował asa w sam narożnik, wyrównując na 15:15. Po chwili po jego kolejnej mocnej zagrywce Uroš Kovačević wykorzystał kontrę, kiwając za blok. Od tego momentu drużyny zaczęły zdobywać po dwa punkty z rzędu, przez co prowadzenie zaczęło zmieniać się jak w kalejdoskopie. Dopiero przy stanie 18:19 zanotowaliśmy pierwszy blok – Uroš zatrzymał Aleksandara Atanasijevicia, a pół minuty później Dawid Konarski w parze z Michałem Szalachą zrobili to samo z atakiem Dicka Kooya i znowu to Jurajscy Rycerze byli minimalnie z przodu. Powiększyliśmy przewagę o drugi punkt, gdy Szalacha zablokował uderzenie Kooya z szóstej strefy. Gospodarze raz jeszcze wyrównali, ale Kovačević dał atakiem z pajpa setbola na 24:23. Po czasie dla trenera Joela Banksa Konarski odrzucił rywali od siatki, a po raz kolejny świetnie zadziałał nasz blok – najpierw Miłosz Zniszczoł zatrzymał atak Filippo Lanzy, a gdy przy ponowieniu Kwolek podbił piłkę tak, że ta leciała wprost na siatkę, nasz środkowy przepchnął Mateusza Bieńka.

Jedna wykorzystana kontra przez Lanzę już na samym początku drugiej partii wystarczyła, by Skra przez długi czas pilnowała dwupunktowej przewagi, a następnie powiększyła ją po kolejnym bloku Bieńka. W pole serwisowe poszedł jednak Dawid Konarski i za moment był remis 8:8 – najpierw Zniszczoł wykorzystał piłkę przechodzącą, a po chwili nasz atakujący zapunktował bezpośrednio zza 9 metra. Tempo gry nieco zwolniło, bo po dwóch kolejnych zagrywkach Atanasijevicia dopiero challenge potwierdzał, że piłka minimalnie zahaczyła o linię końcową. Serb dorzucił jeszcze jednego asa i bełchatowianie dzięki jego serii odjechali na 13:9. Rodaka za moment zablokował jednak Kovačević i dał tym sygnał do pościgu. Rywale mogli znowu odskoczyć, ale nasi siatkarze byli czujni i dostrzegli błąd przekroczenia linii środkowej, który potwierdziła wideoweryfikacja. Szalacha zablokował Karola Kłosa, a Uroš raz jeszcze Atanasijevicia (mimo że sędzia pozwolił rozpocząć akcję, gdy… nasz przyjmujący wiązał jeszcze buta), po chwili Lanza zaatakował w aut i mieliśmy remis 15:15. Szczelny blok ustawiła jednak za chwilę też Skra i znowu miała dwupunktowe prowadzenie. Nasz zespół znowu stanął w jednym ustawieniu, tym razem przy serwisach Bieńka. Z 18:20 zrobiło się 18:23  dopiero krótka Tavaresa ze Zniszczołem pozwoliła przerwać złą passę. Na jeszcze jeden zryw nie starczyło już czasu, Kooy skończył piłkę na lewym ataku i dał gospodarzom zwycięstwo do 20.

Po zmianie stron nie zmieniło się jedno – nadal rytm gry w dużej mierze wyznaczała zagrywka. Obie drużyny nie zwalniały ręki, a po asie Miguela Tavaresa objęliśmy prowadzenie 3:2. Skra szybko jednak wróciła na czoło, a po kontrze Lanzy miała już trzy punkty przewagi. Michał Winiarski postanowił zareagować zmianą i zastąpił Konarskiego Dawidem Dulskim. Ten świetnie wprowadził się do gry, bo najpierw skończył atak, a po chwili zaserwował asa. Przy próbie ratowania piłki kontuzji doznał jeszcze Kacper Piechocki, który przeleciał przez bandy. Spowodowało to długą przerwę, bo libero gospodarzy nie był niestety w stanie zejść o własnych siłach i potrzebował pomocy medyków. Bardziej wytrąciło to z rytmu naszą drużynę, bo gdy już wróciliśmy do gry, Skra szybko odzyskała trzypunktowe prowadzenie. Straty trzeba było więc odrabiać raz jeszcze i znowu się to powiodło – a pomogły kolejny blok Kovačevicia na Atanasijeviciu i błąd Lanzy, który próbował ominąć nasz szczelny trójblok, ale piłka zatrzymała się na siatce. Uroš jeszcze raz zapunktował blokiem, tym razem dołączając na trzeciego przy ataku Kooya, a po chwili Holender z włoskim paszportem nadział się na ręce Zniszczoła i prowadziliśmy 19:17. Po chwili powiększyliśmy je jeszcze, gdy nasz środkowy poszedł w pole serwisowe, a pod siatkę wszedł Szalacha i to właśnie on skończył piłkę przechodzącą. Dulski był wciąż skuteczny w ataku, za to jego serbski vis-à-vis znowu skaleczył nas zagrywką, a Kovačević na wysokiej piłce nie przebił się przez blok i przewaga stopniała do punktu. W decydujących akcjach zachowaliśmy jednak zimną krew – najpierw Szalacha wbił gwoździa ze środka, a następnie nasz serbski przyjmujący najpierw atakiem z pajpa dał setbola, a później w  ten sam sposób go wykorzystał.

Obraz gry nie zmienił się również na początku kolejnej partii i nadal trwała wyrównana walka. Po naszej stronie momentami brakowało nieco zrozumienia w obronie, przez co w nasze boisko wpadały piłki, które można było podbić. Mimo tego uciekliśmy rywalom na 9:7 po dwóch świetnych serwisach Kwolka, który najpierw ustrzelił Roberta Milczarka, a następnie odrzucił Skrę od siatki, co dało Urošowi okazję do kontry. Radość nie trwała jednak długo, bo za chwilę na zagrywce pojawił się Bieniek i zaczęły się nasze kłopoty. Błąd Dulskiego z trudnej piłki, a następnie wyblok na Kovačeviciu i krótka Kłosa sprawiły, że bełchatowianie znów byli na prowadzeniu, a za moment zaczęli je powiększać. Po asie środkowego reprezentacji Polski zrobiło się już 13:9, a gospodarze nabrali rozpędu. Trener Winiarski próbował reagować, wpuszczając za Tavaresa Michała Kozłowskiego, ale i to nie pomogło. Na boisku pojawili się więc również Marcin Waliński i Patryk Łaba, by podstawowi przyjmujący mogli przez chwilę odsapnąć przed tie-breakiem. Nasz zespół w odmienionym składzie próbował natomiast jeszcze szarpnąć w końcówce, a dobrą okazją było ustawienie z Łabą w polu serwisowym. Udana kontra Konarskiego i blok Walińskiego na Kooyu sprawiły, że zmniejszyliśmy straty do stanu 19:23, a trener Banks musiał poprosić o przerwę. To przyniosło zamierzony skutek, bo po czasie zagrywka wylądowała poza linią końcową. Waliński skończył jeszcze ekspres od Kozłowskiego, ale przy drugim setbolu skuteczny był Atanasijević.

Dobrą informacją na początku decydującego seta było to, że przy serwisach Bieńka i Atanasijevicia zrobiliśmy przejście już przy pierwszej okazji. Uroš zaskoczył Kooya zagrywką stacjonarną i choć nie wykorzystaliśmy kontry, to atakujący rywali się pomylił. Zrehabilitował się jednak kilka akcji później i Skra odzyskała prowadzenie (7:6). Zniszczoł skończył krótką, a Kwolek zaserwował asa i strony to my zmienialiśmy przy minimalnej przewadze. Znowu zachowaliśmy zimną krew w dwóch najtrudniejszych ustawieniach i to mimo trudnych piłek do ataku, które na punkty zdołał jednak dwukrotnie zamienić Kovačević. Asa dorzucił za to Kooy i Skra wróciła na czoło, ale nie na długo, bo Tavares podbił atak Atanasijevicia, a Konarski przebił się przez blok. Po czasie Szalacha nie dał się przepchnąć na siatce Łomaczowi, podbił piłkę, a nasz rozgrywający zagrał na drugą linię do Uroša, który znów się nie pomylił i było 13:11 dla Aluron CMC Warty. W kolejnej akcji mieliśmy nawet piłkę w górze, ale tym razem blokujący gospodarzy rozczytali nasze zamiary i skoczyli w ciemno do Kovačevicia, blokując jego atak. To tylko podrażniło Serba, który po chwili dostał piłkę raz jeszcze i tym razem nie dał się już zatrzymać. Pierwszego meczbola obronił jeszcze Lanza, trafiając w sam narożnik, ale przy drugiej okazji Miguel zaskoczył blokujących i dał piłkę Zniszczołowi, który skończył mecz krótką. Statuetka MVP trafiła rzecz jasna do Uroša, który zdobył 33 punkty i pobił swój rekord w PlusLidze.

Skład: Tavares, Konarski, Kwolek, Kovačević, Zniszczoł, Szalacha, Danani (L) oraz Łaba, Waliński, Dulski, Kozłowski

Statystyki

Biuro Prasowe Aluron CMC Warta Zawiercie